Przekraczając obrotowe drzwi legendarnego hotelu Savoy w Londynie, poczułem jakbym przeniósł się do czasów znanych mi z serialu Downtown Abbey. Przestronny hol wyłożony czarno-białym marmurem niczym szachownica, mahoniowe wysokie lamperie, portretowe obrazy w złotych ramach i fotele w stylu Chesterfield, piękne kompozycje kwiatowe. Odźwierny we fraku i cylindrze na głowie, podobnie ubrani konsjerże i lokaje w białych rękawiczkach oczekujący na swoich gości.
Zapytałem przesympatyczną recepcjonistkę Margot, dlaczego pracownicy nie noszą identyfikatorów imiennych, usłyszałem fantastyczną odpowiedź, którą dedykuję wszystkim pracującym w hotelach, zwłaszcza luksusowych – Mamy się tak starać i zachwycić gościa obsługą, aby zapamiętał nasze imię kiedy się przedstawimy.
Oto kwintesencja prawdziwie luksusowej obsługi!
Zdecydowałem się na płatny upgrade do Apartamentu typu River View Suite, jak sama nazwa wskazuje – z widokiem na Tamizę i Londyńskie Oko. Był niezwykle czarujący, zdobiony elementami pamiętającymi czasy otwarcia hotelu. Przedpokój z osobną toaletą, salon z biblioteczką, sypialnia z garderobą i marmurowa łazienka z wanną na lwich łapach, wszystko na powierzchni 85 mkw. Po wejściu do apartamentu w radiu rozbrzmiewała muzyka klasyczna, na stole w salonie czekała wstawka powitalna z listami, kwiaty.
Goście zamieszkujący w apartamentach mają do swojej dyspozycji personalnego asystenta, czyli lokaja (ang. Butler). Savoy, jako iście angielski hotel, pielęgnuje tradycję i etos pracy lokaja. To pierwszy hotel, który założył własną szkołę Savoy Academy, aby kształcić profesjonalistów w tej dziedzinie. Ze względu na swoją renomę, szkolą się tu m.in. lokaje królowej Elżbiety II. Usługa lokaja jest dostępna 24 godziny na dobę. Personalny asystent jest na każde zawołanie gościa. Po zameldowaniu w apartamencie lokaj zapytał czy mam jakieś szczególne życzenia – czy może podać kawę lub herbatę, czy rozpakować walizki, wyprasować koszulę lub marynarkę, czy zrobić rezerwację stolika w restauracji i o której godzinie przygotować pokój do snu (tzw. turndown service).
Śniadanie w Savoy’u to nie lada doświadczenie. Lokaj przestawił fotel pod okno i przysunął stolik room-service’owy, abym mógł delektować się zarówno posiłkiem, jak i widokiem. Tak bogatego śniadania w pokoju doświadczyłem ostatnio jedynie w paryskim Ritz’u, podanego z pięknymi srebrami i porcelaną marki Wedgwood zaprojektowaną specjalnie dla Savoy’a.
Polecam Beaufort Bar, w którym grywał kompozytor George Gershwin, urządzony w stylu art deco, w kolorystyce czerni i złota, z aksamitnymi lożami i sofami oraz barem wyrzeźbionym w szkle marki Lalique. Kelnerzy ubrani w stylu lat 20-tych minionego wieku. Karta drinków równie niezwykła. Każdy z nich barwnie zilustrowany i opisany. Za rekomendacją świetnego kelnera zamówiłem Under the Stars na bazie Bourbon Woodford Reserve. Inspiracją do jego stworzenia był Fred Astaire i jego taniec z siostrą na dachu hotelu Savoy.
Raz jeszcze dziękuję pracownikom hotelu, zwłaszcza Katarzynie, Irkowi i Margot, za te niezwykłe doświadczenie i ich starania!